Warsztatowo – płaszczykowo

Ostatnie dni spędziłam w drodze. Odwiedzałam rodzinę, znajomych… Kilkadziesiąt godzin spędziłam w pociągach, choć w odrobinie nadrabiając książkowe zaległości;)
Ale przede wszystkim – byłam na warsztacie:)
Uczyłam się filcować płaszczyk od Anny Kantorysińskiej.
To był cudownie inspirujący czas. Wróciłam pełna wrażeń i pozytywnych emocji. Jejku… jak ja tego potrzebowałam! Takiego odpoczynku (bardziej dla głowy niż ciała;) ), zrobienia czegoś dla siebie, spojrzenia na filcowanie z zupełnie innej strony. Czuję się pozytywnie naładowana, a w środku wszystko aż tańczy:)
Powstał więc płaszczyk – oczywiście czarny;) Kto mnie zna, ten wie, że czarny dla mnie jest podstawą egzystencji;) A że bez motywów kwiatowo – liściastych by się nie obyło – no więc są. Płaszczyk wykonany jest w całości, bezszwowo z wełny merynosów australijskich (18 mikronów) na tkaninie jedwabnej. W dodatkach pojawił się także surowy jedwab i wełniane loki.
Ciałem już w górach, ale głową jeszcze nad morzem. Pozdrawiam jesiennie:)

Ten post ma 3 komentarzy

  1. piękny wyszedł 😉 co prawda chyba bardziej podobałby mi się gładki z tyłu, ale z przodu bomba! piękny wzór wyszedł 😉

  2. Piękny! Prawdziwe cacko!

    Pozdrawiam serdecznie

  3. Mistrzostwo, piękny płaszczyk. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Close Menu
×