Warsztatowo – płaszczykowo

Ostatnie dni spędziłam w drodze. Odwiedzałam rodzinę, znajomych… Kilkadziesiąt godzin spędziłam w pociągach, choć w odrobinie nadrabiając książkowe zaległości;)
Ale przede wszystkim – byłam na warsztacie:)
Uczyłam się filcować płaszczyk od Anny Kantorysińskiej.
To był cudownie inspirujący czas. Wróciłam pełna wrażeń i pozytywnych emocji. Jejku… jak ja tego potrzebowałam! Takiego odpoczynku (bardziej dla głowy niż ciała;) ), zrobienia czegoś dla siebie, spojrzenia na filcowanie z zupełnie innej strony. Czuję się pozytywnie naładowana, a w środku wszystko aż tańczy:)
Powstał więc płaszczyk – oczywiście czarny;) Kto mnie zna, ten wie, że czarny dla mnie jest podstawą egzystencji;) A że bez motywów kwiatowo – liściastych by się nie obyło – no więc są. Płaszczyk wykonany jest w całości, bezszwowo z wełny merynosów australijskich (18 mikronów) na tkaninie jedwabnej. W dodatkach pojawił się także surowy jedwab i wełniane loki.
Ciałem już w górach, ale głową jeszcze nad morzem. Pozdrawiam jesiennie:)

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk
Przewiń do góry