Kominy dziergane na rękach

Dla większości rękodzielników okres listopadowo – grudniowy to szczyt sezonu. Czasami czas ten zaczyna się już od września… ale grudzień to kumulacja tego okresu. Mikołaje, Gwiazdorzy, Aniołki, Gwiazdki i inne obdarowujące postacie, budzą się do życia i wpadają w amok prezentowy. Kupują, zamawiają… a my – zawaleni pracą, przemęczeni i niewyspani, zakasujemy rękawy – bo wiemy, że zaraz to szaleństwo pracy się skończy.. i w takim natężeniu pojawi się dopiero za rok. Kto śledzi moją stronę na facebooku (https://www.facebook.com/ZafilcowanaJustynaWrobelMikolajczyk) ten był na bieżąco z zamówieniami i wysyłkami… bo po blogu można by pomyśleć, że zapadłam w sen zimowy i zapomniałam o filcowaniu;) No więc nie zapomniałam:) Dzielnie, jak inni rękodzielnicy, realizowałam zamówienia, choć w głowie kłębiły się pomysły na nowe projekty i realizacje. Ale na nie także przyjdzie czas.
I własnie w tym grudniowym szaleństwie, chcąc oderwać się i odpocząć – wybrałam się na warsztat dziergania kominów, organizowany przez Handimanię. W końcu to inne rękodzieło, więc można je potraktować jak oderwanie od pracy;) I po godzinach w pracowni spędzonych w mydlinach i czesance – w domu odkrywałam włóczki i radość z dziergania:) Pierwszy komin – cały czarny – zrobiłam dla mojego męża. Drugi – z resztki wełny, która została po warsztacie – zrobiłam dla siebie. A później zaczęłam bawić się kolorami…

… mam jeszcze kilka kominów do udziergania – to głównie zamówienia wśród rodziny i przyjaciół. Także prezenty, które chcę zrobić dla bliskich. Więc bawię się tym:)
I odpoczywam. Teraz taki czas, że mogę w piżamie, w domowych pieleszach, zajadając się czekoladowymi babeczkami – po prostu odpocząć.

Pozdrawiam więc poświątecznie i piżamowo:)

PS. Na życzenia świąteczne już troszkę za późno, ale z noworocznymi zdążyłam;)

 

Samych pomyślności w nadchodzącym roku:) 
 

 

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Koszyk
Przewiń do góry